Main hoon...
Kinoman ze skłonnością do schizofrenii. Uzależniony nie tylko od dobrego filmu, ale i od muzyki. Jego dualizm osobowościowy objawia się na wszystkich poziomach: studiuje dwa kierunki (filologię polską i kulturoznawstwo), posiada dwa internetowe nicki (rain & bhuvan), fascynuje go zarówno bollywoodzki "kicz" jak i "dogmatyczne" kino artystyczne, w kwestii muzyki jest tak samo... O resztę nie pytajcie, resztę niech opowie muzyka...
|
O kinematografii Indii i nie tylko...
Blog > Komentarze do wpisu
Ahista AhistaAnkush (Abhay Deol) ma bardzo ciekawą pracę. Za 200 rupii sprzedaje swój podpis narzeczonym, którym brakuje świadka do ślubu. Nie jest zamożny, ale nie narzeka na swoje życie. Pewnego razu oferuje swoją usługę dziewczynie czekającej na swojego narzeczonego. Megha (Soha Ali Khan), bo tak jej na imię, najpierw Ankusha zbywa, ale kiedy zapada zmrok, a narzeczony się nie zjawia prosi go o pomoc.
Nietrudno się domyślić, że to nietypowe spotkanie zaowocuje czymś więcej niż tylko nową znajomością. Ale tak łatwo nie będzie, bo pomimo wszystko, chłopak Meghi gdzieś tam jest... Mamy więc historię z gatunku "ona, on i ten trzeci", wiele razy już opowiadaną i wiele razy widzianą. Co wynosi "Ahista Ahista" ponad te dziesiątki innych tytułów? Nic. Film jest dość przeciętny i niezbyt odkrywczy. Bardzo przypomina mi o rok późniejszą "Saawariyę", ale brakuje mu magii tego filmu. Trudno dać się porwać bez reszty tej historii, tak jak to było w wypadku dzieła Bhansaliego i trudno go jakoś mocno przeżywać (a tego chyba powinno się od takich filmów wymagać).
Ale nie znaczy to wcale, że film jest męczący, czy nieprzyjemny. Ogląda się go całkiem miło, a czas seansu upływa szybko (film trwa trochę ponad 2 godziny). Przede wszystkim jest to zasługa odtwórcy głównej roli. Najzdolniejszy z młodego pokolenia Deolów, Abhay, znowu pokazał na co go stać, kreując bardzo przekonującą postać, z którą trudno nie sympatyzować. Soha Ali Khan niestety nie zaprezentowała się od najlepszej strony. Przez połowę filmu snuła się po ekranie bez życia, potem coś drgnęło, ale i tak niewiele to pomogło (gdzie to "Rang De Basanti", czy "Khoya Khoya Chand"?). Warstwa audiowizualna też jest na przeciętnym poziomie. Czepiać się nie można, ale chwalić raczej też nie. Muzyka niby odstaje od tego, co zazwyczaj słyszymy w bollywoodzkich filmach, ale nie zachwyca, a w połączeniu z wizualizacjami daje niezamierzony komiczny efekt. Właściwie to "Ahista Ahista" miał chyba wyjść tak jak wyszedł, nie dało się z tej historii wycisnąć wiele więcej. Film w sam raz do umilenia sobie popołudnia (chociaż...), ale nowych wrażeń raczej nie dostarczy. Ciekawostka: Abhay Deol mówi w filmie, że nigdy nie zostanie Devdasem. Skłamał, bo Devdasa ma wkrótce zagrać w najnowszym filmie Anuraga Kashyapa. ;) środa, 26 marca 2008, bhuvan
TrackBack
Komentarze
tao_paipai
2008/03/30 01:48:37
W jaki sposób Abhay spokrewniony jest z Dharmendrą? Bo bardzo podobny :)
2008/03/30 14:29:33
Abhay jest bratankiem (siostrzeńcem?) Dharmendry. Rzeczywiście jest bardzo do niego podobny, zwłaszcza w "Ahista Ahista". Nawet bardziej niż jego synowie. ;)
2008/03/31 21:45:13
W szczególności talentem, rzecz jasna, bo jak na razie spisuje się zupełnie nieźle. To był mój pierwszy film z Abhayem i pamiętam go świetnie właśnie dzięki jego roli.
2008/04/09 22:19:06
A więc to ten film ma wyjść niedługo w Naj, tytuł wydawał mi się znajomy:) Chętnie poczekam te dwa tygodnie...
|